Stolarz na Czas pokazuje, na którym etapie poszedł czas — projekt, produkcja, montaż, poprawki — i daje punkt odniesienia do następnej wyceny. Zamiast liczyć z pamięci, liczysz z własnej stolarni.
Produkcja poszła prawie z planem. Potem montaż wjechał w drugi dzień, doszła jedna poprawka i powrót — i z robocizny nagle nic nie zostało.
Wiesz, że się rozjechało. Gorzej z tym, gdzie dokładnie: przy projekcie, na montażu, w czekaniu na materiał czy na poprawce.
Mechanizm jest fizyczny i prosty. Pracownik niczego nie przepisuje do tabeli — pika kod na starcie i na końcu roboty, a czas zbiera się sam.
To mierzy czas etapów jednego zlecenia — nie pilnuje całej hali i nie obiecuje, że każdy poślizg zniknie. Odpowiada na jedno pytanie: gdzie poszedł czas, żeby następna wycena była celniejsza.
Tak wygląda Twój kokpit: szacunek z głowy obok zmierzonego czasu, element po elemencie. Trzeci wiersz właśnie się mierzy.
Na jednej sztuce różnica to minuty. Na zleceniu, gdzie korpusów jest dziesięć, a szuflad pięć — rozjazd idzie w godziny.
Nie wpisujesz cudzych norm branżowych. Nie zgadujesz, że korpus „powinien trwać 40 minut”.
SNC zbiera czasy Twojej ekipy, na Twoich maszynach, przy Twoich zleceniach. Twoje pomiary stają się Twoim punktem odniesienia — i z każdym zleceniem wycena robi się celniejsza.
Mój ojciec od lat prowadzi stolarnię pod Gdańskiem i wie o meblach więcej, niż ja kiedykolwiek będę wiedział.
Przez pół roku wracaliśmy do jednego pytania: ile godzin robocizny naprawdę kosztowało konkretne zlecenie. Odpowiedź z doświadczenia działała latami — i dalej jest szacunkiem.
Dziś przy stanowiskach wiszą kartki z kodami, ekipa pika, a kokpit pokazuje czas przy każdej szafce. Stolarz Na Czas to ten sam system, w tej samej wersji.
Zanim zmierzysz — krótki raport o tym, na których etapach wycena robocizny najczęściej się rozjeżdża. I dlaczego, kiedy znasz swoje czasy, inaczej wyceniasz i inaczej płacisz.